niedziela, 17 listopada 2013

PAPIEROWY PUCH - rodział 11.

11.
Jessica i Matt jeszcze chwilę ze mną porozmawiali. Potem zostawili mnie sam na sam z moimi okropnymi myślami. To wszystko robiło się jakieś chore. Czułam się jak główna bohaterka programu kryminalistycznego.
Leżałam na łóżku czując, że coraz bardziej się denerwuje. Spojrzałam na zegar – była dopiero siódma. Gdybym poszła spać teraz, nie mogłabym spać w nocy, a wtedy byłabym jeszcze bardziej narażona na bzdurne rozważania. Od śmierci wybawiła mnie wspaniała pielęgniarka, która krokiem kulawej modelki weszła do sali.
- Co mała, nareszcie pojechali? Co za ludzie! Na twoim miejscu już dawno uciekłabym z domu.
Nie chciałam jej strofować. Poczułam się trochę urażona, bo nie znając ani Jess, ani tym bardziej Matta nie powinna tak mówić. Każdy przecież może się zdenerwować, a wiadomo, że matka w obronie swojego dziecka potrafi nawet zabić.
 - Niestety tak – mruknęłam, podciągając się do góry.
Podeszła do kroplówki, potrząsnęła nią i popatrzyła w moją stronę. Co chwila spoglądała na zegar. Miałam wrażenie, że czeka na koniec zmiany. Pewnie kiedy się skończy wyleci stąd z prędkością torpedy.
 - Powiem ci coś. Jak koleżanka koleżance – to porównanie totalnie zbiło mnie z tropu. Od kiedy się z nią kolegowałam? Drugi raz widziałam ją na oczy. Paranoja – twoja matka powinna się leczyć. Może polecisz jej jakąś klinikę ? Mam mnóstwo ulotek, na pewno coś się jej spodoba.
Czułam jak ciśnienie idzie w górę. Nie mogłam się nie odezwać i puścić tego bokiem, nie byłabym sobą. Natura zwyciężyła.
 - Poleci mi pani tę, z której właśnie wyszła? – byłam z siebie dumna. Chciałam jak najbardziej ją upokorzyć.
Kobieta zrobiła się czerwona jak burak. Oczy zrobiły się jeszcze bardziej czarne, a usta wykrzywiły w proteście. Widocznie chciała coś powiedzieć. Moje pytanie okropnie ją zmieszało.
Mocno ścisnęła kroplówkę i rzuciła mi wrogie spojrzenie.
 - Niewdzięczna smarkula. Hamuj się w rozmowie ze starszymi.
Owinęłam pasmo włosów na palcu i specjalnie kręciłam nim przed jej nosem.
 - To niech pani hamuje się w rozmowie z dojrzałą i zbuntowaną nastolatką. Taki układ powinien być jasny.
Puściła kroplówkę i nerwowym, szybkim ruchem podeszła do okna.
 - Nienawidzę dzieci, nienawidzę! Za jakie grzechy muszę tu pracować?
Nie chciałam słyszeć jej odpowiedzi, bo niespecjalnie mnie obchodziła. Obróciła się na pięcie i wyszła z pomieszczenia, ponownie zostawiając mnie samą.
 - Co za dziewczyna, bezwstydna! Taka jak matka! – głos kobiety dalej niósł się echem po korytarzu. Widocznie naprawdę się zbulwersowała.
Nic nie poradzę na to, że jestem aż tak pyskata. Nauczyłam się tego od życia i ludzi, którzy byli w stosunku do mnie tak samo niemili. Może nie jest to dobre, ale przynajmniej czuje się lżej.
Poza tym jakoś trzeba sobie radzić. W dzisiejszym świecie dobrzy ludzie powinni mieć twardą pięść, żeby nie zginąć w tym szale i zwariowaniu każdego, szarego dnia.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz